Moja lista blogów

czwartek, 10 marca 2016

Ciąża po ciąży

Już 9 miesięcy temu wiedzieliśmy, że w naszej rodzinie musi pojawić się jeszcze jedno stworzonko. Kolejny człowieczek zrodzony z naszej miłości. Plany nie były sprecyzowane. Takie ot luźne rozmowy. Luźne rozmowy skończyły się dokładnie 10 lutego, kiedy to... no cóż zobaczcie sami...




Powinnam teraz napisać nie wiem jak to się stało...ale się stało. Jestem w 10 tygodniu ciąży. Kochani, to powinien być najpiękniejszy moment w życiu każdej kobiety, a ja czuję gigantyczny strach. Nie zrozumcie mnie źle, jestem szczęśliwa, że nasza rodzina się znowu powiększy, ale temu szczęściu towarzyszy niepokój. Niepokój mówiąc dosłownie o wszystko. Czy ciąża będzie przebiegać prawidłowo, przecież w domu mam maleńką jeszcze panienkę, jestem jej potrzebna o każdej porze dnia i nocy. Jak zachowają się blizny po ostatnim cesarskim cięciu, przecież to zaledwie 10 miesięcy temu. Czy podołam z dwójką maluchów i nastolatkiem. Wreszcie jak zareaguje moje otoczenie, przecież dopiero co rodziłam. Głowa pełna niespokojnych myśli, a przecież w moim ciele rośnie kolejny owoc naszej miłości. Mocno wierzę, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku, choć nie ukrywam, że teraz najważniejsze dla mnie jest wsparcie i dobre słowo.

wtorek, 19 stycznia 2016

Lepszy i gorszy sort

Zaraz z początkiem roku postanowiłam rozprawić się z tematem, który od dawna mnie nurtuje, a raczej mówiąc dosadnie wkurza. Nie jest tajemnicą, że jestem kobietą po rozwodzie, że z małżeństwa mam naszego panicza. Nie jest też tajemnicą, że z moim kochanym nieślubnym nie wzięłam ślubu, że nasz związek nie jest zalegalizowany, żyjemy jako partnerzy i co najważniejsze rzeczywiście nimi jesteśmy. Żaden z tych faktów nie wywołuje wstydliwego rumieńca na mej twarzy. Przeciwnie. Jestem dumna, że odważyłam się zamknąć rozdział, który był nie do ogarnięcia, zły, toksyczny, wyniszczający, destrukcyjny .......ojj długo by wymieniać. A w tym wszystkim nie chodziło tylko o mnie, ale przede wszystkim o moje dziecko. Wybrałam jedyną możliwą drogę, którą była ucieczka. 

A teraz? A teraz jestem mega dumna z mojej Rodziny. Mimo wielu łez, przeciwności, budowania wszystkiego ( czyt. zaufania ) od początku udało się. Jesteśmy normalną Rodzinką, o której zawsze marzyłam. I nieważne, że nie mam obrączki na palcu, że mam panieńskie nazwisko, że nie jestem żoną. To nic, bo jestem partnerem. Partnerem w codziennych czynnościach, partnerem w wychowaniu naszych dzieci, partnerem w rozmowach, partnerem w łóżku. I kocham ten stan!!!

Ale co się okazuje? z czym chce się rozprawić? Posłuchajcie ( czytajcie rzecz jasna ;-) )
Jestem katoliczką, wychowuje moje dzieci w  wierze chrześcijańskiej. Uczę ich co jest dobre, a co złe. Przypominam o wieczornym podziękowaniu za to, co nas spotkało w mijającym dniu. Pokazuję jak piękny świat nas otacza, uczę kochać ludzi. Podstawy, wiem, ale chcę i zależy mi na tym, aby moje dzieci pewne wartości miały w sercu. Życie samo zweryfikuje jakiego wyboru kiedyś dokonają.

Pierwszy zawód spotkał mnie, kiedy zdecydowaliśmy się na Chrzest Święty naszej panienki. Chrzty w naszej parafii odbywają się w każdą drugą niedzielę miesiąca więc udaliśmy się do kancelarii szanownego proboszcza, zabraliśmy dokumenty, wybraliśmy chrzestnych. I co? Okazało się, że absolutnie podczas mszy nasze dziecko nie może być ochrzczone. Powód? nie jesteśmy małżeństwem. Możemy wybrać każdy inny dzień i po mszy ksiądz udzieli panience chrztu. No cóż, smutne, ale przyjęliśmy to z godnością czasem ambicje trzeba schować do kieszeni. 

Drugi zawód spotkał mnie w pierwszy dzień Nowego Roku. Szanowny proboszcz w ogłoszeniach podsumował miniony rok. Brzmiało to mniej więcej tak:
Zmarłych - tyle
Ślubów - tyle
Chrztów  - tyle
Chrztów dzieci nieślubnych - 7
Wybaczcie, ale tylko ta jedna cyfra utkwiła mi w pamięci. 
I tak dzieci u mnie na wsi zostały podzielone, na te ślubne ( czyt. lepsze ) i nieślubne.

Trzeci zawód to sprawa przychodzenia z małymi dziećmi do kościoła. Otóż w mojej wsi nie wolno! Dzieci zakłócają, przeszkadzają podczas mszy według słów szanownego proboszcza. Rodzice z dzieckiem, które nie daj Boże wydaje jakieś dźwięki z siebie są wypraszani, słowami wypowiedzianymi oczywiście z ambony. Miło nieprawdaż?

Czwarty zawód, a może powinien być jako pierwszy spotkał mnie kilka lat temu i trwa do dzisiaj. Książeczki obecności na mszach, nabożeństwach itd. Niemalże najważniejszy dokument każdego szkolnego dziecka. Sprawdzany i oceniany przez szanownego proboszcza. Po każdym roku szkolnym obecności skrzętnie wpisane w parafialne statystyki. Mnie, jako dziecko nie musiał nikt zmuszać do obecności w kościele. Chciałam i to było bezcenne. Dziś obecność dla podpisu jest oszustwem, ale co tam statystyki rosną, choć nie zaraz zaraz, jak dla mnie zdecydowanie maleją szanowny proboszczu.

Piąty zawód, po którym obiecałam sobie,że o tym, co mnie boli szanowny proboszcz usłyszy, spotkał mnie kilka dni temu, kiedy jedna z wiejskich dewot w sklepowej kolejce poinformowała mnie, iż jej wnuczki ( bliźniaczki ) ochrzczone zostały bez najmniejszego problemu mimo, iż są nieślubne ( jak to się potocznie określa ).

Zwykle mam w d. co mówią o mnie ludzie. Żyje swoim życiem, nie mam się czego wstydzić, więc wszelką uszczypliwość ignoruję. Ale tym razem serce mnie zabolało bo sprawa tyczy się mojego dziecka. 

Czy tak właśnie powinno być? Czy moje dziecko jest w czymś gorsze? NIE
Ale najwidoczniej tak właśnie w parafii, do której przyszło nam należeć, jest. Są równi i równiejsi, lepsi i gorsi. Lepszy sort i gorszy - popularne ostatnio stwierdzenie. 

Ala ja, proszę szanownego proboszcza, się na to nie godzę! Każde dziecko białe, czarne, zdrowe, chore, ślubne czy nie jest DAREM. Najcenniejszym. Nie jest człowiekiem godnym szacunku ten, co uważa inaczej. 




piątek, 15 stycznia 2016

8 miesięcy naszej Dziewczynki

To już 8 miesięcy jak nasza mała Dziewczynka jest z nami. Że jest cudowna, piękna, wspaniała, mądra pisać nie muszę bo wie o tym każda mama swojej dziewczynki czy chłopczyka :) Czas zasuwa jak szalony, a my codziennie odkrywamy nowe umiejętności Dziewczynki.
Troszkę o niej...

  • Własnie dzisiaj kończy 8 miesięcy. Jest uroczą i zawsze uśmiechnięta dziewczynką.
  • Waży ok 8 - 9 kg.
  • Mierzy ok 74 cm
  • Ma dwie dolne jedynki - piękne perełki!
  • Potrafi samodzielnie siedzieć.
  • Przewraca się z brzuszka na plecy i z plecków na brzuszek.
  • Z pozycji leżącej potrafi usiąść, to całkiem nowa umiejętność.
  • Mając obok siebie większy przedmiot potrafi przy nim uklęknąć, a następnie wstać.
  • Wszystko chwyta do rączek, a jej paluszki nie odpuszczają nawet małym okruszkom.
  • Nie raczkuje, ale przemieszcza się po całym domu czołgając się, taki nasz mały, wężowy potworek ;)
  • Sama trzyma butelkę
  • Robi "pa pa pa" prawą rączką
  • Robi "kosi kosi łapci"
  • Robi "ciap ciap ciap" rączkami na widok wanienki z wodą do kąpieli.
  • Ma łaskotki na stópkach i pod paszkami

Co jemy? Do tej pory do jadłospisu Dziewczynki wprowadziłam:

Warzywa:
Marchewka, cukinia, dynia, kalarepka, por, buraczek czerwony, groszek zielony, ziemniaczek, fasolka szparagowa, brokuł, pietruszka, seler, pomidor ( póki co w bardzo małych ilościach ).

Owoce:
Jabłuszko, gruszka, banan, maliny, porzeczki, borówka, jeżyny.

Mięsko:
Królik, kurczak, indyk, cielęcinka.

Rybki:
Łosoś

Ponadto: soczewica czerwona, pietruszka zielona, majeranek.


Osobiście jestem zadowolona z rozszerzania diety naszej Dziewczynki. Staram się gotować zdrowo z produktów dobrej jakości, które w większości pochodzą z mojego warzywniaka. Mięsko jest od zaprzyjaźnionych gospodarzy. Nie używam cukru i soli. Wiem jakie błędy żywieniowe popełniłam w przypadku mojego dziewięciolatka, ale o tym odrębny post. O tym jaką świadomość miałam wtedy, a teraz. To ważny temat ponieważ widzę kolosalną różnicę i już wiem, że powinnam się przyznać do błędu i ze smutkiem się do niego przyznaje.

A jak wygląda jadłospis Waszych dzieci? Może podpowiecie coś? Doradzicie?

Pozdrawiam 
A.








piątek, 8 stycznia 2016

Nasze Boże Narodzenie

Choć okres świąteczny pomalutku odchodzi w zapomnienie to ja muszę troszkę go powspominać, szkoda byłoby nie pamiętać pierwszych świąt we czwórkę.

Tegoroczne święta były wyjątkowe! Powodów wyjątkowości jest kilka:
  1. Pierwsze święta z naszą Dziewczynką. Tak pięknie wyglądała przy wigilijnym stole. Zaciekawiona wszystkim, co działo się wokół niej.
  2. To były bardzo rodzinne święta. Już od ładnych kilku lat nie zasiedliśmy przy wieczerzy wigilijnej całą rodziną. Był mój brat, który przyleciał z UK, była moja siostra z rodziną, która już od lat robi własną wigilię, była moja mama, która ostatnie święta spędzała poza granicami naszego kraju, był mój brat ze swoją świeżo poślubioną. Taka nasza szczęśliwa 13-stka :-) zebrała się przy wigilijnym stole, a to było magiczne.
  3. Wieczerzę przygotowała moja mama więc wyjątkowa być musiała. Był barszczyk z uszkami. Barszczyk mojej mamy oprócz niepowtarzalnego smaku ma też niezwykły kolor. Na białej zastawie wygląda obłędnie! i obłędnie smakuje!Tradycyjnie był karpik przygotowany przez tatę. Do karpika mamy surówkę z domowej kiszonej kapusty oraz frytki. Tak, tak frytki! Wiem dziwaczne, takie nietradycyjne ale nasze. Frytki do wigilijnego jadłospisu wprowadziła moja mama kiedy byliśmy jeszcze dziećmi i ciężko było nas zmusić do zjedzenia czegokolwiek z wigilijnego stołu. I tak dziś nie wyobrażamy sobie wigilii bez frytek choć tak naprawdę każdy zjada po kilka tak dla podtrzymania zwyczaju, bo śmiało mogę powiedzieć, że frytki w wigilię to nasz rodzinny zwyczaj. Była kapusta z fasolą i grzybami, przepyszna zresztą! Były kapuśniaczki, których nikt nie spróbował bo miejsca w żołądeczkach zabrakło. Były orzechy włoskie w miodzie, od których się uzależnia, raz spróbujesz i przepadasz. Było ciasto piernikowe i serowo makowe. Ciasteczek przeróżnych niezliczona ilość. I było pysznie! I choć trudno się doszukać dwunastu potraw nikt głodny od stołu nie odszedł.
  4. Życzeniom zawsze towarzyszą łzy. Biały opłatek wzmaga emocje u każdego z nas. A życzymy sobie wciąż tego samego, aby nie było gorzej, aby dopisało nam zdrowie, abyśmy mogli spotkać się w kolejne święta, aby spełniły się nasze marzenia. Jesteśmy tymi szczęśliwcami, którzy marzyć potrafią, więc życzenia spełnienia maja szczególna wartość.
  5. Prezenty, u nas przynosi je Aniołek. I choć co roku obiecujemy sobie, że będzie skromny, to zwykle pod choinką brakuje miejsca :-) Najbardziej wyczekują ich dzieci, które całą wieczerzę przebierają nogami i pytają czy to już ten czas. Choć i my dorośli otwieramy nasze upominki z wypiekami na policzkach. 
  6. Bycie razem, to najlepsze, co mogło nam się w życiu przytrafić. Każda chwila spędzona z moim rodzeństwem i ich rodzinami, z moimi rodzicami, z moją rodziną jest wyjątkowa. I marzę, aby nasze święta takie właśnie zawsze były. Tego życzę sobie ale i Wam moi kochani. Nie ma większej wartości niż poczucie bezpieczeństwa wśród osób nam najbliższych.









środa, 6 stycznia 2016

Spóźnione podsumowanie tego, co już za nami

Z pewnością rok 2015 mogę zaliczyć do udanych, nawet bardzo udanych! 
Początkowe miesiące to oczekiwanie. Radość z powiększającego się brzuszka, pierwsze ruchy, zmierzenie się z faktem, że to siostrzyczka, a nie wyczekiwany braciszek. Niebywała dbałość o nas - dziewczyny przez obu naszych mężczyzn. Długie rozmowy o tym, jak to będzie kiedy nasza panienka pojawi się na świecie. Wspólne słuchanie kołysanek i ta radość, że pod sercem rośnie nasze dzieciątko, nasza miłość. 
Maj - piękny, wiosenny przyniósł nam to nasze małe wielkie szczęście i dalsze miesiące upływały na uczeniu się siebie nawzajem. Duma mnie rozpiera kiedy widzę jak wielką miłością darzy siostrzyczkę nasz panicz. Serce rośnie! 
Wrzesień i rozpoczęcie roku szkolnego. Panicz rozpoczął czwartą klasę. Niełatwą, z wieloma nowymi obowiązkami. Dajemy rade, wytrwale przyswajamy materiał i półrocze w szkole wyjdzie całkiem przyzwoicie. Kocham go, mimo wielu sprzeciwów, zszarganych nerwów, różnicy zdań i jego ulubionego słowa NIE! 
Październik, listopad i piękna jesień! Aż chce się żyć! Okazuje się, że mój urlop macierzyński jednak się nie kończy, duże zaskoczenie, ale gdzieś w środku radość, że nie muszę rozstawać się z maleństwem. A maleństwo rośnie, rozdaje uśmiechy na prawo i lewo, przemieszcza się po całym domu posuwistymi ruchami,jest taka zabawna przy tym. Do diety wprowadzamy co rusz nowe produkty, a ja zachwycam się jak ona pięknie wszystko zjada. Mamy też dwa bialutkie ząbki, ależ uroczo z nimi wygląda! 
W grudniu żyjemy już świętami. Mamy kalendarz adwentowy i zadania, które przybliżają nas do tego najpiękniejszego dnia. Nasz panicz opuszcza nas na dwa dni i wyjeżdża do Warszawy - wielkomiastowy chłopak ;-) Pieczemy pierniki, ozdabiamy dom świątecznymi gadżetami, myślimy o prezentach, słuchamy kolęd. Jednak o naszych świętach w kolejnym poście nie mogę podarować sobie nie opisania  tegorocznego Bożego Narodzenia. 

A co jeszcze ? Dla mnie niezwykle istotna zmiana w życiu. Uwolniłam się od toksycznych ludzi, od fałszywych przyjaciół. Już nie muszę niczego udawać i zgadzać się, że czarne jest białe a białe czarne. Nie muszę! i jest mi z tym tak nieziemsko dobrze! Walczę z fałszywością, która mnie otacza, uciekam od niej i robię wszystko aby nie dać się w nią wplątać. Dziś wiem, że nie potrzebuję tych wszystkich niby przyjaciół rozdających nieszczere uśmiechy, mających nieszczere intencje. 
Dziś wiem co w moim życiu ma największą wartość. Tej wartości już z rąk nie wypuszczę...


środa, 30 grudnia 2015

Martynka i Basia zostają z nami!

W dniu Chrztu Świętego nasza panienka dostała od ojca chrzestnego ( najlepszego zresztą ) książeczkę z opowiadaniami o przygodach Martynki. Martynka to przesympatyczna, śliczna dziewczynka. Jej przygody są niezwykle realistyczne, co sprawia, że dzieciom łatwo jest się z nią utożsamiać. Kiedy tylko zaczynam czytać naszej panience zjawia się nasz panicz, a nierzadko także i tatuś ucho dyskretnie wyciąga ;-) Czytanie opowiadań o Martynce robi się pomalutku naszym rodzinnym rytuałem. Uwielbiam wplatane w opowiadania rymy Wandy Chotomskiej. Rymy łatwo wpadają w ucho. Opowiadania są codziennością każdego dziecka, nie są wyimaginowaną rzeczywistością i pewnie dlatego tak dobrze się ich słucha. Książeczki mają piękne, realistyczne ilustracje. Wszystkie postaci są niezwykle przyjemnie namalowane. Do kogo skierowane? Myślę, że szkolne dzieciaki spokojnie mogą się zaprzyjaźnić z Martynką i razem z nią przeżywać niezliczone przygody. Sama pokochałam tę śliczną, mądrą dziewczynkę i pewnie nieprędko się z nią rozstaniemy...



Jednak nie tylko Martynka zagościła na półkach naszego regału. Kilka dni temu poznaliśmy jeszcze jedną sympatyczną dziewczynkę o imieniu Basia.
Basia to króciutkie opowiadania Zofii Staneckiej. Przedstawiają codzienne życie Basi i jej rodziny. Powiedziałabym, że Basia ma w sobie coś z małego  urwisa  i dlatego nie da się jej nie kochać od pierwszego zaczytania ;-) jest młodsza od Martynki, więc dla naszej panienki będzie idealną koleżanką. Książka jest też pięknie ilustrowana, kolorowa, ale z pewnością skierowana do młodszych czytelników. Za nami "Basia i Boże Narodzenie", teraz czekamy na przesyłkę z dalszymi przygodami uśmiechniętej i kochanej łobuziary ;-)




Ale nie mogę nie wspomnieć o nowych znajomych naszego panicza - Zezi i Gilerze.
To niespodzianki z kalendarza adwentowago. Książki napisane przez Agnieszkę Chylińską dopiero zagościły w naszej domowej bibliotece więc nieco więcej o nich już wkrótce.





A Wy co czytacie swoim dzieciakom? jacy bohaterowie zostali z Wami w Waszych domach? Może i do naszych zagoszczą...

Słoneczny grudzień

Kochani, gdzieś mi się ten grudzień rozmył po kątach.  Miały być adwentowe wpisy no i wyszło jak zwykle. Miało być troszkę o przedświątecznym szale, ale świata święta i po świętach. Plany planami, a rzeczywistość kreuje się sama. Poprawiam się i robię krótkie streszczenie. 
Kalendarz adwentowy dobiegł końca, czy był strzałem w dziesiątkę w tym roku? No cóż mam nieco mieszane uczucia. Nasz panicz jest już chyba troszkę "zbyt dorosły", albo inaczej, moje zadania adwentowe były zbyt dziecinne ;-) Dla mnie przecież to nadal dziecko...A tak naprawdę, ten jego wiek, to taki ciężki okres. Bo to moje dzieciątko ukochane coraz częściej wybiera kolegów i piłkę, albo co gorsze jedno z urządzeń elektronicznych. Coraz częściej zauważamy u niego niechęć do wszystkiego, co proponujemy. Czy to już ten czas? Czas małego buntu? Wszystko jest fajne i przyjemne jeżeli nie wychodzi z naszej inicjatywy. Cierpliwie to znosimy i tłumaczymy co w życiu jest najważniejsze. A co jest? według mnie radość z każdej najmniejszej rzeczy, sprawy, słowa...bez radości z tych rzeczy najmniejszych, które zdarzają się nam przecież najczęściej życie nie ma sensu. Tą radość nasz panicz gdzieś mam wrażenie gubi po trosze. Mam jednak nadzieję, że to przejściowy okres w rozwoju, który wymaga od nas zrozumienia i wsparcia. Wracając do kalendarza informuję, iż dzielnie wszystkie zadania spełniliśmy, z większym czy mniejszym zaangażowaniem naszego dziecka! może czasem były to bardziej nasze zadania, niż panicza, ale wszystkie spełnione!mało tego, zdarzało się, że sprawiły przelotny uśmiech nawet na twarzy młodego :-) Hitem niewątpliwie był biwak pod choinką, no i chyba przygotowana specjalnie dla niego kąpiel w pianie i przy świecach! Ależ ja kocham sprawiać mu przyjemność...!!!