Moja lista blogów

środa, 30 grudnia 2015

Martynka i Basia zostają z nami!

W dniu Chrztu Świętego nasza panienka dostała od ojca chrzestnego ( najlepszego zresztą ) książeczkę z opowiadaniami o przygodach Martynki. Martynka to przesympatyczna, śliczna dziewczynka. Jej przygody są niezwykle realistyczne, co sprawia, że dzieciom łatwo jest się z nią utożsamiać. Kiedy tylko zaczynam czytać naszej panience zjawia się nasz panicz, a nierzadko także i tatuś ucho dyskretnie wyciąga ;-) Czytanie opowiadań o Martynce robi się pomalutku naszym rodzinnym rytuałem. Uwielbiam wplatane w opowiadania rymy Wandy Chotomskiej. Rymy łatwo wpadają w ucho. Opowiadania są codziennością każdego dziecka, nie są wyimaginowaną rzeczywistością i pewnie dlatego tak dobrze się ich słucha. Książeczki mają piękne, realistyczne ilustracje. Wszystkie postaci są niezwykle przyjemnie namalowane. Do kogo skierowane? Myślę, że szkolne dzieciaki spokojnie mogą się zaprzyjaźnić z Martynką i razem z nią przeżywać niezliczone przygody. Sama pokochałam tę śliczną, mądrą dziewczynkę i pewnie nieprędko się z nią rozstaniemy...



Jednak nie tylko Martynka zagościła na półkach naszego regału. Kilka dni temu poznaliśmy jeszcze jedną sympatyczną dziewczynkę o imieniu Basia.
Basia to króciutkie opowiadania Zofii Staneckiej. Przedstawiają codzienne życie Basi i jej rodziny. Powiedziałabym, że Basia ma w sobie coś z małego  urwisa  i dlatego nie da się jej nie kochać od pierwszego zaczytania ;-) jest młodsza od Martynki, więc dla naszej panienki będzie idealną koleżanką. Książka jest też pięknie ilustrowana, kolorowa, ale z pewnością skierowana do młodszych czytelników. Za nami "Basia i Boże Narodzenie", teraz czekamy na przesyłkę z dalszymi przygodami uśmiechniętej i kochanej łobuziary ;-)




Ale nie mogę nie wspomnieć o nowych znajomych naszego panicza - Zezi i Gilerze.
To niespodzianki z kalendarza adwentowago. Książki napisane przez Agnieszkę Chylińską dopiero zagościły w naszej domowej bibliotece więc nieco więcej o nich już wkrótce.





A Wy co czytacie swoim dzieciakom? jacy bohaterowie zostali z Wami w Waszych domach? Może i do naszych zagoszczą...

Słoneczny grudzień

Kochani, gdzieś mi się ten grudzień rozmył po kątach.  Miały być adwentowe wpisy no i wyszło jak zwykle. Miało być troszkę o przedświątecznym szale, ale świata święta i po świętach. Plany planami, a rzeczywistość kreuje się sama. Poprawiam się i robię krótkie streszczenie. 
Kalendarz adwentowy dobiegł końca, czy był strzałem w dziesiątkę w tym roku? No cóż mam nieco mieszane uczucia. Nasz panicz jest już chyba troszkę "zbyt dorosły", albo inaczej, moje zadania adwentowe były zbyt dziecinne ;-) Dla mnie przecież to nadal dziecko...A tak naprawdę, ten jego wiek, to taki ciężki okres. Bo to moje dzieciątko ukochane coraz częściej wybiera kolegów i piłkę, albo co gorsze jedno z urządzeń elektronicznych. Coraz częściej zauważamy u niego niechęć do wszystkiego, co proponujemy. Czy to już ten czas? Czas małego buntu? Wszystko jest fajne i przyjemne jeżeli nie wychodzi z naszej inicjatywy. Cierpliwie to znosimy i tłumaczymy co w życiu jest najważniejsze. A co jest? według mnie radość z każdej najmniejszej rzeczy, sprawy, słowa...bez radości z tych rzeczy najmniejszych, które zdarzają się nam przecież najczęściej życie nie ma sensu. Tą radość nasz panicz gdzieś mam wrażenie gubi po trosze. Mam jednak nadzieję, że to przejściowy okres w rozwoju, który wymaga od nas zrozumienia i wsparcia. Wracając do kalendarza informuję, iż dzielnie wszystkie zadania spełniliśmy, z większym czy mniejszym zaangażowaniem naszego dziecka! może czasem były to bardziej nasze zadania, niż panicza, ale wszystkie spełnione!mało tego, zdarzało się, że sprawiły przelotny uśmiech nawet na twarzy młodego :-) Hitem niewątpliwie był biwak pod choinką, no i chyba przygotowana specjalnie dla niego kąpiel w pianie i przy świecach! Ależ ja kocham sprawiać mu przyjemność...!!!

środa, 2 grudnia 2015

NASZ Kalendarz adwentowy

GRUDZIEŃ!!! ależ ja uwielbiam ten czas!!! to oczekiwanie, ten nastrój, który u nas dzięki kalendarzowi tworzy się już od pierwszych dni. Roraty z paniczem, już od kilku lat dzielnie w nich uczestniczymy. Wszystko to pomalutku przybliża nas do tego najpiękniejszego z dni - Bożego Narodzenia. Grudzień przynosi mi co roku najwspanialsze dni bo rodzinne, bo czuje to ciepło - ciepło domowego ogniska, a ilość uśmiechów i dobrych słów trudno zliczyć. 
Ale miało być o kalendarzu adwentowym...

Udało się! nasz kalendarz adwentowy wystartował! W tym roku przybrał imponującą wielkość ;) ale najważniejszy i bezcenny jest uśmiech dziecka...

NASZ TEGOROCZNY KALENDARZ ADWENTOWY





środa, 11 listopada 2015

11 Listopad

Podczas porannej kawy zastanawialiśmy się z moim kochanym nieślubnym, czy nasz panicz wie cokolwiek o dzisiejszym święcie. Ważnym dla Nas - Polaków święcie. Jak tylko wyspany i co ważniejsze z lekkim uśmiechem na ustach pojawił się w salonie zaatakowałam:
  • kochany? czy wiesz jakie dzisiaj obchodzimy święto? ( mocno wierzyłam, że nie odpowie tak wiem, mamy wolne od szkoły ;) )
  • no oczywiście, że wiem! - odpowiedział, a ja cierpliwie czekałam co wydarzy się dalej.
  • Polska pojawiła się na mapach!!! - odparł - Ależ dumna jestem z niego!!! 
No i nadarzyła się okazja aby porozmawiać sobie troszkę o odzyskaniu niepodległości. O tym, że i nasi przodkowie mają w tym swój udział. Przecież to pradziadek Szymon zginął podczas I wojny światowej. Nigdy nie odnaleziono Jego ciała, nikt nie miał szansy aby go pożegnać jak prawdziwego bohatera. A niewątpliwie nim był! Zostawił żonę, dzieci, swój rodzinny dom i walczył. Walczył o to, aby BYĆ, aby była POLSKA. I udało się!!! 11.11.1918. Ważna data, którą moje dziecko zapamięta dzięki tej luźnej rozmowie o tak ważnym wydarzeniu. Poczuł dumę i radość, że jego prapradziadek oddał życie za Polskę. Postanowiłam sobie, że nieco więcej dowiem się o życiu mojego pradziadka i moich przodków, aby mój syn mógł ich naśladować, a przede wszystkim potrafił umiejscowić na kartach historii. Nie tylko naszej rodzinnej historii, ale historii naszego narodu. 

Z racji tego, że nie piszę na tym blogu o polityce i moich poglądach, nie napiszę też o zakończeniu naszej rozmowy, o pytaniu które padło - czy było warto??? nasze odpowiedzi zostawię dla siebie... 

A Wam życzę przyjemnego i rodzinnego świętowania odzyskania przez Polskę niepodległości. 

A Wy Kochani w jaki sposób uczycie swoje dzieci historii? 


wtorek, 10 listopada 2015

Kalendarz adwentowy

Już w minionym roku zrobiłam dla panicza kalendarz adwentowy. Jak tylko otworzył 24 torebeczkę zapytał czy za rok też dla niego taki zrobię. Rok minął błyskawicznie i czas najwyższy zająć się tematem.
Rok temu nasz kalendarz był mało wymagający. Kupiłam 24 torebeczki na upominki, które przymocowane do wstążeczki zawisły na karniszu. Niestety nie mamy zdjęcia, a szkoda, bo mimo że prosty w  wykonaniu był bardzo przyjemny dla oka. W każdej torebce znajdowało się zadanie do wykonania oraz drobny upominek. Były słodycze, książki, karty z piłkarzami, których moje dziecko jest kolekcjonerem. Wszystko drobne, nie wymagające wielkiego nakładu finansowego, ale sprawiające niewspółmierną radość. Dodatkowo w torebeczkach znajdowały się krótkie opowiadania o tematyce świątecznej, które wspólnie czytaliśmy co wieczór. Wszystkie wydrukowałam, w internecie można ich znaleźć naprawdę sporo.
Nasze zadania z roku minionego, może posłużą Wam przy realizacji Waszych kalendarzy:


Narysuj laurkę podziękowanie dla Św. Mikołaja. Czytanie świątecznej bajki.
Robimy listę osób, którym chcemy wysłać kartkę świąteczną.
Dziś Ty wybierasz, co będziemy robić.
Myjemy akwarium. Idziemy do sklepu zoologicznego.
Robimy karmnik dla ptaków.
Świętujemy przyjście Mikołaja.
Obiad w restauracji, rodzinny spacer w poszukiwaniu choinki.
Wielkie sprzątanie i przystrajanie Twojego pokoju.
Czytamy ciekawostki o tradycjach świątecznych w różnych krajach.
Robimy kartki świąteczne, które wyślemy do najbliższych.
Robimy ozdoby na choinkę z masy solnej.
Pieczemy pierniki.
Wieczór filmowy. Oglądamy świąteczny film.
Dzień z muzyką świąteczną.
Losujemy "króla dnia", któremu służymy cały dzień.
Robimy szopkę betlejemską.
Pakujemy upieczone pierniczki i obdarowujemy nimi najbliższych.
Robimy dekoracje z pomarańczy i goździków.
Przystrajamy dom na święta.
Ubieramy choinkę.Śpiewamy kolędy. Cały dzień się uśmiechamy.
Pieczemy ciasteczka.
Czytamy tekst w Biblii o Bożym Narodzeniu.
Dzielimy się opłatkiem. WIGILIA.

Część z nich z pewnością wykorzystamy i w tym roku, ale będą też nowe w końcu nasz panicz jest rok starszy.


W tym roku nasz kalendarz adwentowy będzie troszkę bardziej wymagający. Tworzę odrębny wpis na ten temat, który pojawi się już za kilka dni. Póki co, kolekcjonuję wszystkie potrzebne materiały i zaczynam działać. Wbrew pozorom czasu coraz mniej.

Pozdrawiam A.









wtorek, 3 listopada 2015

Jesiennie

Taki piękny czas!!! Taka jesienna aura zachęca do działania!!! 

Wczesnym rankiem zastaje świat pokryty delikatnym szronem, wita mnie rześkie i mroźne powietrze, spacer do sklepu po świeże bułeczki idealnie wybudza z nocnego letargu. Promienie słoneczne delikatnie rażą w oczy. I już wiem, że to będzie piękny dzień!!! 
że spacer będzie wyjątkowy bo wśród kolorów jesieni,
że napotkani ludzie będą uśmiechnięci i promienni,
że sąsiad przed oknami postawi czarno białą krowę, która cały dzień będzie przeżuwać zieloną trawkę :)
że w całym domu będzie pachnieć jesienią, która zakrada się przez otwarte okna,
że nadal będę mogła podziwiać babie lato, które w tym roku wyjątkowo mnie urzeka,
że w domu znowu znajdę kilka czerwonych biedronek,
że koty wylegiwać się będą w jesiennych promieniach słonecznych,
że popołudniu wypiję gorącą herbatę na tarasie, a jest przecież 3 listopad!!!

Taka oto piękna jesień jest w tym roku obok mnie. I mimo że wciąż to wiosna jest moją ulubiona porą, tegoroczną jesień będę miała długo w pamięci. 

A jak u Was wygląda Pani Jesień???














poniedziałek, 2 listopada 2015

Dyskusje wokół Halloween

Co roku przed dniem 1 listopada rozpętuje się dyskusja na temat Halloween. Wiem, zwyczaj zapożyczony, nie nasz, amerykański. Kościół mówi jeszcze dosadniej, zwyczaj pogański. Ale czy faktycznie taki zły? Pierwszy raz w tym roku postanowiłam zorganizować w naszym domu małe, upiorne przyjęcie. Były dynie, nietoperze, niezdrowe słodkości w kształcie duszków, zębów itp. no i wieczór filmowy dodający nieco dreszczyku zgrozy. Panicz był zachwycony, a cały wieczór taki w 100 % NASZ. Nikt nie miał akurat coś innego do zrobienia jak to zwykle bywa. Byliśmy razem, były opowieści, śmiechy, wyjaśnienia jak to jest z tymi duchami....itd. I takie chwile właśnie UWIELBIAM!!! Kiedy nasz czas poświęcamy tylko sobie. To taki mój wymarzony obrazek rodzinny. Każdy ma uśmiech na twarzy, w rękach nie ma telefonów, tabletów i laptopów. Rozmawiamy, wygłupiamy się i miło spędzamy czas do późnych godzin wieczornych. Staram się, aby takich dni było jak najwięcej, ale przyznaje się, trochę z zażenowaniem, że zdarzają się sporadycznie. Bo zadanie, bo nauka, bo sprzątanie, bo zmęczenie, bo ból głowy, bo....milion innych powodów. Dlatego każda okazja jest dobra, z takiego wychodzę założenia. Nawet nieszczęsne i dyskusyjne Halloween. A co ze Świętem Wszystkich Świętych? Pamiętaliśmy. Zapaliliśmy świeczkę. Powspominaliśmy babcie, dziadków. Zadumaliśmy się, każdy na swój sposób. I dzisiaj już wiem, że Halloween będzie już u nas co roku. Są przecież andrzejki, walentynki, mikołajki niech i Halloween będzie okazją do przyjemnej zabawy. 

Na koniec zachęcam Was do przeczytania felietonu Adama Szostkiewicza " Wczoraj dżender, dziś Halloween, jutro walentynki " 

Cytując p. Adama Polskie dzieciaki mają więcej rozumu niż nasi purytańscy kaznodzieje. Pobawią się w duchy, a następnego dnia idą z rodziną na cmentarze palić znicze, jak każe tradycja. I na pewno nie mają z tym problemu.

A u nas było tak...




czwartek, 22 października 2015

Doświadczenia z dziewięciolatkiem

Ciągle próbujemy wzbudzić w naszym paniczu chęć do działania. Bardzo zależy nam na tym, aby jego zainteresowania nie kończyły się na playstation, tablecie, tv itd. Nie zawsze oczywiście mamy czas, a przede wszystkim też chęć, aby zapełniać mu czas ciekawymi zajęciami. Jest początkującym piłkarzem, w naszym wiejskim klubie sportowym LKS jest naprawdę świetnym obrońcą, choć marzy o zostaniu napastnikiem, jak zapewne niejeden mały piłkarz. No cóż, sława Lewandowskiego działa na wyobraźnię dzieci ;-). W ostatnich dniach, jako czwartoklasista mógł zaangażować się w wykonanie doświadczeń, które należy przeprowadzić samodzielnie w domu. Nie trzeba go było namawiać, wizja szósteczki w dzienniku działa cuda...
Zaczęliśmy od doświadczenia, które chyba każdy z nas miał okazje przeprowadzać, mi przypomniały się fantastyczne szkolne czasy! Tak na marginesie, w tej samej szkole co mój panicz :-)

HODOWLA FASOLI :-)

Potrzebujemy:
  • 3 nasiona fasoli ( my użyliśmy fasoli "Jaś" ponieważ jest duża i łatwiej będzie obserwować zachodzące zmiany )
  • słoik 
  •  podstawka, lub miseczka pod słoik
  • gaza 
  • gumka recepturka 
POTRZEBNE DO HODOWLI MATERIAŁY

Przygotowanie hodowli:


Gazę składamy dwu lub trzykrotnie ( my użyliśmy trzech kawałków gazików jałowych, bo takie akurat mieliśmy ), naciągamy na słoik i mocujemy gumeczką. Gazę wciskamy trochę do środka słoika tak, aby powstał dołek, w którym umieszczamy nasiona.  Do słoika wlewamy wodę tak, aby nasiona były stale wilgotne. Gaza nasiąka wodą, która spływa po ściankach słoika, stąd konieczna podstawka. Wodę w słoiku należy uzupełniać, aby zapewnić fasolce stałą wilgotność, ale to już zadanie dla dziewięciolatka. Co z tego wyjdzie, a raczej wyrośnie :) zobaczymy. Z przyjemnością pokażę Wam dzienniczek obserwacji mojego małego hodowcy. 



 
PRAWIDŁOWO PRZYGOTOWANA HODOWLA


Czy myślicie, że takie proste formy skłaniające nasze pociechy do działania są przydatne, fajne, zbliżają nas do siebie? Napiszcie coś o Waszych pomysłach na spędzanie czasu ze skarbami, chętnie z nich skorzystam.


wtorek, 20 października 2015

U nas pierrrrogowo :)

I tak oto kochani nadszedł TEN DZIEŃ, w którym po raz pierwszy sama zrobiłam pierogi! 90 sztuk dokładnie! Nie wiem czy przypadkiem nie powinno mi być wstyd, że dopiero teraz, ale nie jest...wręcz przeciwnie! jestem DUMNA :) No i dostrzegam kolejne plusy bycia w domu. Wreszcie mam czas. Czas na zwykłe domowe czynności, które zaczynają cieszyć, a nie jak dawniej były tylko niemiłym obowiązkiem wykonywanym w biegu i nerwach. Ktoś mógłby mi teraz powiedzieć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... owszem, ale ten mój obecny punkt siedzenia zaczyna mi bardzo pasować, zaczyna mi sprawiać przyjemność. Bezcenne jest oczywiście spędzanie czasu z dziećmi, niezastąpione jest to, że sama mogę wychować panienkę, że nie muszę jej podrzucać do babci, cioci, niani itd. Ale ważne jest też to, że mogę tak po prostu być fajną mamą, prawie żoną i wreszcie dobrą gospodynią domową! Tak kochani, to mnie właśnie cieszy! Bycie przysłowiową "kurą domową" okazało się naprawdę niezłą frajdą!!! 

Wracam jeszcze na chwilkę do pierogów i podaje szybciutki przepis...

Moje pierwsze pierogi z pewnością nie są jeszcze idealne, wiadomo, trzeba dojść do wprawy, ale jak to mówi nasz panicz liczą się chęci.

Ciasto, to tylko:
  • mąka pszenna ( 3 szklanki ),
  • szklanka wrzącej wody
  • odrobina soli. 
Zagniatamy i gotowe! Pamiętajmy, że woda powinna być bardzo gorąca ponieważ musi sparzyć mąkę, tylko wtedy ciasto wyjdzie nam elastyczne. 
U nas dzisiaj z farszem mięsnym, gdyż taki moi chłopcy lubią najbardziej. Farsz zrobiłam z łopatki wieprzowej, którą najpierw podsmażyłam z cebulką i czosnkiem, później zmieliłam, dodałam jedno jajko, doprawiłam i gotowe.

Poniżej moje dzieło ;-) 
Pamiętajcie, że to mój pierwszy raz ;-)





Smacznego A.


wtorek, 13 października 2015

Książkowo po raz kolejny

No nie mogę się powstrzymać i muszę napisać Wam o książkach, które ostatnio przeczytałam. Zawładnęły mną całkowicie i na czytanie wykorzystywałam każde wolne pięć minut.
O czym mowa? Trylogia Millenium - Stieg Larsson

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
"Dziewczyna, która igrała z ogniem"
"Zamek z piasku, który runął"



Bezczelnie dobre powieści kryminalne!!! Steig Larsson szwedzki pisarz, niestety już nieżyjący, stworzył istne arcydzieło, obok którego nie da się przejść obojętnie. Trzymają w napięciu, żyje się pomysłami, problemami i przygodami bohaterów.  Zagadki, tajemnice, przemoc - z tym przychodzi zmierzyć się bohaterom: Lisbeth i Mikaelowi. Pokochałam ich od pierwszych stron książek. Nie ma nudnych rozdziałów, w każdym toczy się wartka akcja. Do końca nie wiadomo jak zakończą się losy postaci i to mnie fascynuje. To zaskoczenie, które towarzyszy każdej stronie powieści. 

Przeczytajcie, podzielcie się opinią. Czy tak jak mnie książki Was zachwycą? Czy może uznacie je za nudną fikcje?
Czekam na Wasze komentarze jestem ich niezmiernie ciekawa!







poniedziałek, 12 października 2015

Powrót do pracy

Wiele razy słyszałam o problemach kobiet, które po urlopie macierzyńskim nie mały możliwości powrotu do pracy, którą wykonywały przed zajściem w ciąże. 
Słyszałam, czytałam, ale nie przywiązywałam do tego większej uwagi. Do czasu, do dzisiaj, kiedy sama zderzyłam się z tym problemem. Celowo używam słowa ZDERZYŁAM, ponieważ zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nasza panienka w listopadzie skończy pół roku, ja miałam wrócić do pracy, a mój nieślubny kontynuować opiekę nad dzieckiem. Wielkie zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy w pracy otrzymałam informację, iż nie ma teraz warunków finansowych w firmie abym mogła powrócić na swoje dawne miejsce...
Cóż za bzdura??? - pomyślałam gniewnie!
Nie ma warunków finansowych??? - emocje dorastały zenitu!
Zatrzęsłam się z nerwów owszem ale najbardziej z żalu i to nie dlatego, że nie mam pracy, ale że takie tandetne kłamstewko ze strony szefowej. Nie lepiej szczera, otwarta rozmowa? tylko zdawkowe telefoniczne ..."wiesz nie mam kasy na pracownika..." 
Wciąż na nowo o tym rozmyślam, analizuje, zastanawiam się co dalej i pomalutku dochodzę do wniosku, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!!! Prawda?
Mam dwoje wspaniałych dzieci, którym w końcu będę mogła poświęcić swój czas. Tyle czasu, ile każde z nich potrzebuje. Panienka, która dopiero poznaje świat i nasz panicz, który jako czwartoklasista stawia czoło nowej rzeczywistości w szkole. Mam kochającego nieślubnego, który od razu powiedział nie martw się, damy radę.
A praca? no cóż zobaczymy jak się życie ułoży. Póki co mam jeszcze pół roku macierzyńskiego i zamierzam go pożytecznie i w z pełną parą wykorzystać!!! ;)

A jak było/jest u Was? Wracacie do pracy? Zostajecie w domu?

czwartek, 2 lipca 2015

Czy warto pisać bloga?

No właśnie, czy warto? po co? dla kogo? 

W internecie dzisiaj znajdziemy niezliczoną ilość blogów praktycznie na każdy możliwy temat. Z jednymi pozostajemy na dłużej i uzależniamy się od nowych postów, inne odrzucamy zanim jeszcze zdążymy się w nie wczytać. Wreszcie sami zaczynamy pisać, tylko tak naprawdę po co? 
Moim największym marzeniem kiedy zaczynałam swoją przygodę z blogiem było poznanie nowych, ciekawych ludzi, z którymi można i warto stworzyć blogowe przyjaźnie. Póki co raczkuje i na znajomości czekam. Póki co nie poddaje się i pisze o tym, co akurat siedzi w mojej głowie, o tym  na jakim etapie życia właśnie jesteśmy.  Nie odkrywam za wiele z naszej prywatności, uparcie twierdzę, że nasza prywatność nie jest na sprzedaż. Może troszkę brak mi odwagi, a może samokrytyka mi na to nie pozwala...a może boje się możliwych konsekwencji, o których tyle sie teraz trąbi. 
Dla kogo? 
dla siebie! Miło będzie po latach spojrzeć na ten blog  i wspomnieć jak to było, kiedy miało się te 30 lat... ;-)o czym się marzyło, czym interesowało, czego bało, czym fascynowało itd... Pamięć bywa zawodna, a "papier" wszystko przyjmie :-). 
I wreszcie na koniec czy warto? 
Zdecydowanie TAK!!! lubię tu zaglądać, nawet kiedy natchnienia i pomysłów na pisanie brak. Nawet kiedy nie widzę zainteresowania moimi postami. Oczywiście bardzo zależy mi na czytających, odwiedzających i komentujących ale wciąż cierpliwie czekam. 

Jeżeli tu trafiłeś, przeczytałeś ten post zostaw po sobie znak, będzie mi niezmiernie miło :-) 




wtorek, 30 czerwca 2015

Co czytamy

Dzisiaj troszkę o przeczytanych ostatnio książkach. Czytać lubimy, dlatego bardzo zależy nam na tym, aby pasją czytania zarazić również nasze dzieci. Chcielibyśmy, aby co wieczór, kiedy już nasza panienka zaśnie snem głębokim siadamy z naszym paniczem i czytamy...W praktyce nie zawsze jest to niestety możliwe, ale wciąż wierze, że nam się uda. W wieczory kiedy nam się jednak udaje :-) wygląda to tak, że każde z nas czyta po dwie strony. Taki układ nam odpowiada, spędzamy razem czas, nasz panicz ćwiczy sprawne czytanie, a książki które wybieramy nie nudzą nikogo z naszej trójki.

Teraz jesteśmy na etapie książek Andrzeja Maleszka z serii "Magiczne drzewo". Cały cykl książek rozpoczyna "Magiczne Drzewo Czerwone Krzesło". Wszystko zaczyna się w momencie, gdy w dwutysięcznym roku nad Doliną Warty przechodzi gigantyczna burza. Nawałnica powala na ziemię magiczne drzewo, z którego ludzie wykonują różne przedmioty posiadające niezwykłą moc. Trójka rodzeństwa - główni bohaterowie Kuki, Gabi i Filip odnajdują czerwone krzesło, które spełnia każde wypowiedziane życzenie. Trzeba jednak bardzo uważać, gdy się je wypowiada o czym szybko przekonuje się grupka dzieciaków. Ich przygody z wypowiedzianymi życzeniami przedstawiają książki : Czerwone krzesło, Tajemnica mostu, Olbrzym,Pojedynek, Gra.  My jesteśmy przy Olbrzymie i muszę przyznać, że każdego wieczoru z ciekawością śledzimy kolejne pomysły dzieci. Do tego wszystkiego autor w swoich książkach stosuje proste słownictwo, niejednokrotnie bardzo zabawne, nasz panicz śmieje się w głos podczas czytania :-)

Magiczne Drzewo - OLBRZYM
W kolejce do czytania na czas wakacji jest seria książek "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai". Seria składa się z około 22 książek ( dokładnie nie wiem ). Jest świetną propozycją dla dzieci zaczynających czytać ponieważ tekst składa się z dość dużych liter, co zdecydowanie ułatwia samodzielne czytanie dziecka. 
Akcja książek rozgrywa się w małym szwedzkim miasteczku Valleby oraz jego okolicach. Główni bohaterowie, Lasse i Maja, chodzą do tej samej klasy i wspólnie prowadzą małe biuro detektywistyczne rozwiązując w nim przeróżne zagadki z życia codziennego.

"Biuro detektywistyczne Lassego i Mai"



Tyle jeżeli chodzi o naszego panicza. Moje przeczytane w ostatnim czasie pozycje książkowe następnym razem, bo panienka przebudza się ze swojej popołudniowej drzemki...





poniedziałek, 29 czerwca 2015

Przygotowania do chrztu

Choć chrzest panienki planujemy dopiero na wrzesień, już dziś zastanawiamy się jak on ma wyglądać. Mamy już rodziców chrzestnych, lista gości też jest gotowa, ceremonia chrztu świętego będzie prawdopodobnie w sobotę ( chyba, że nasz ksiądz będzie kręcił nosem, a wierzcie mi potrafi kręcić jak nikt! ), choć nad tym się jeszcze zastanawiamy. Największy dylemat mamy z przyjęciem. Nie wiemy gdzie go zorganizować. Czy ma to być domowe przyjęcie, czy może jednak przyjęcie w lokalu. Mamy bardzo pozytywne odczucia po przyjęciu komunijnym naszego panicza w restauracji. Wszystko było smaczne, atmosfera naprawdę miła, a lokal bardzo przyjemny. Jedyne co było "nie tak", to koszt takiej imprezy :-) 

Napiszcie proszę jakie macie doświadczenie? i gdzie odbyły się Wasze przyjęcia z okazji chrztu świętego?

Kulinarna sobota

Dawno kulinarnej soboty już nie było...ale poprawiłam się troszeczkę, od kiedy jestem w domku z panienką staram się o coś dobrego nie tylko w sobotę :-), a że jutro wizyta u prawie teściów postanowiłam się wykazać ;-)

DOMOWE DROŻDŻÓWKI

  • 75 g margaryny lub masła
  • 250 ml mleka
  • 25 g świeżych drożdży
  • szczypta soli
  • 70 g cukru
  • 50 dag mąki pszennej
  • nadzienie: marmolada, serek biały, truskawki lub cokolwiek innego, co zadowoli Wasze podniebienie. Biały serek zawsze słodzę, dodaje cukier waniliowy, 1-2 łyżki proszku budyniowego waniliowego  i żółtko jajka.
WYKONANIE:

Tłuszcz roztopić, dodać mleko i podgrzać do letniej temperatury (nie może być jednak gorące). Ze świeżych drożdży zrobić rozczyn i dodać pozostałe składniki, wyrobić ciasto. Odłożyć przykryte w ciepłe miejsce do podwojenia objętości. Po wyrośnięciu wyrobić, aby usunąć pęcherzyki powietrza.



Ja robię dwa rodzaje drożdżówek, jedną część rozwałkowuję na placek i smaruję ciasto nadzieniem( zazwyczaj marmoladą lub serem  białym ) zwijam w roladę i tnę na długość ok 7 cm. Z drugiej części formuję niewielkie kulki, układam je na blaszce, spłaszczam i w każdej robię wgłębienie, w które wkładam np. truskawki bądź serek biały.Górę tych okrągłych obficie posypuję kruszonką ( pół szklanki mąki pszennej, 5 łyżek cukru, 1 opakowanie cukru wanilinowego, 60 g roztopionego masła ).
Pomiędzy bułeczkami muszą być spore odstępy ponieważ podczas pieczenia urosną.
Piekę je w termoobiegu w temperaturze 210 stopni przez ok 15 minut.

Post miał się ukazać w sobotę, ale nie zdążyłam go dopracować nim panienka spała. Miały też być zdjęcia bułeczek, ale za szybko zniknęły ;-) 
Spróbujcie, są przepyszne!!!

Miłego dnia A.

sobota, 27 czerwca 2015

Katar u niemowlaka

Nasza panienka nabawiła się katarku :-( nie jest jeszcze duży, ale słyszę czasem takie chrapanie przez nosek, a do tego ma dziś problem ze spaniem. Sama nie wiem czy to katar, czy tylko zanieczyszczony nosek. Gorączki nie ma ( 36,9 ), ale martwię się i nie bardzo wiem jak jej pomóc. Gruszką do noska wyciągam wydzielinę, a solą fizjologiczną zakrapiam nosek.
Może znacie jakieś inne sposoby, może radziłyście już sobie z katarkiem u niemowlaczka? 

wtorek, 23 czerwca 2015

Wycieczkowo

Dzisiaj troszkę z innej beczki...
Otóż jak każdy z nas i ja lubię, a nawet uwielbiam wycieczki. Uwielbiam odkrywać nowe, nieznane mi miejsca. Nie muszą być daleko, nie muszą być reklamowane,poza granicami, drogie itp., ważne, aby mnie urzekły. Bez wątpienia takim miejscem okazały się KOPICE...
przeczytajcie proszę dlaczego.
Kopice to niewielka wieś (ok. 1200 mieszkańców ) na trasie Opole Grodków. Poznałam ją dzięki mojej rodzinie, która tam właśnie ma swój domek. Wieś jak wieś mogłoby się wydawać, ale nie w tym przypadku. W Kopicach znajduje się pałac. I to jaki pałac! Z jaka historią! Jego początki sięgają XIV wieku, ale mnie zaciekawiła jego historia tocząca się od roku 1859 r. kiedy posiadłość zakupił hrabia Hans Ulrich von Schaffgotsch dla swojej siedemnastoletniej żony Joanny Gryczik von Schomberger-Godulla. 
Historia niczym bajka, z przyjemnością można opowiadać ją naszym dzieciom...

Przeczytajcie, warto!

"...Gdy mała Joanna miała zaledwie 6 lat zmarł jej ojciec, a matka nie była zainteresowana wychowywaniem swoich dzieci. Joasią zaopiekowała się więc służąca o imieniu Emilia. Emilia służyła Karolowi Godula, który był śląskim przedsiębiorcą, współczesnym Rockefellerem, którego fortuna była jedną z największych w dziejach całego Śląska. Karol nie miał potomków, a co za tym idzie nie było spadkobiercy zgromadzonych przez niego bogactw. Do tego był człowiekiem samotnym i okaleczonym. Jego brzydota i ponury charakter działała odpychająco na całe jego otoczenie. Jedynie mała Joasia nie okazywała strachu i nie czuła lęku do niego. Karol ujęty jej bezpośredniością, polubił ją do tego stopnia, że postanowił się nią zaopiekować. Niestety kiedy Joasia miała zaledwie 6 lat zmarł. Ustanowił ją jednak swą jedyną spadkobierczynią. I tak Joanna odziedziczyła: 4 kopalnie galmanu i połowę udziału w kolejnej, 6 kopalni węgla, 4 majątki ziemskie − Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki − łącznie prawie 70 tysięcy mórg pola i prawie 3,5 tysiąca mórg lasu. I tak oto Joanna z kopciuszka stała się księżniczką i do dziś jest tak właśnie nazywana nazywana - Śląskim Kopciuszkiem. Piękna historia prawda?  a to jeszcze nie koniec...czytajcie dalej!
Kiedy mała Joasia z małej dziewczynki stała się dorosłą już Joanną została żoną hrabiego Hansa Ulryka Schaffgotscha z Cieplic. Razem zamieszkali w niemalże bajkowym pałacu w Kopicach. Joanna przekształciła go w  wyjątkową,  romantyczną rezydencję. Joannę z hrabią  różniło praktycznie wszystko − on raczej niemajętny (rodową fortunę odziedziczył stryj) ale ze wspaniałym nazwiskiem i koligacjami z europejskimi dynastiami, a ona, córka służącej, ale za to bajecznie bogata. Choć małżeństwo jak na tamte czasy przystało było zaplanowane okazało się niezwykle udane. W szczęściu, zgodzie i wzajemnej miłości małżonkowie przeżyli ze sobą kilkadziesiąt lat i doczekali się czworga dzieci. Ich szczęście nierozerwalnie wiąże się z pałacem.
Z trzech stron pałac otoczony był rozległymi stawami - stąd też nazywano go  i do dziś nazywa "pałacem na wodzie". Pałac zbudowany był na planie litery L i miał trzy kondygnacje. Posiadał liczne zdobienia i przepiękne rzeźby na elewacji. Wyróżniały go dwie czworoboczne wieże zakończone iglicami. Od strony południowej zbudowano kaplicę, a od północno - zachodniej przerzucono kamienny most łącząc fosę ze stawem.W jego pobliżu założono hektary ogrodów kwiatowych i warzywnych, sad, oranżerię, rozarium, ogród zimowy. Drzewa tropikalne w palmiarni dochodziły do 17 metrów wysokości. Przed "pałacem na wodzie" rozpościerały się kwiatowe dywany o przeróżnych wzorach i barwach. Obok pałacu, na powierzchni ponad 60 hektarów, rozciągał się słynny park krajobrazowy. Ozdobą parku były m.in. stuletnie dęby, sztuczne ruiny "średniowiecznego" zamku, "mysia wieża", kaplica grobowa rodziny Schaffgotschów, niewielka świątynia dumania Diany, pawilon chiński. Park zdobiły 1342 rzeźby postaci oraz zwierząt w naturalnych rozmiarach. Atmosfery przepychu i piękna dopełniały przemyślnie wkomponowane fontanny. Na jednej ze sztucznych wysp wzniesiono altanę, obok której stanęła wysoka kolumna zwieńczona figurą anioła. W parku hrabia hodował daniele. 

Chyba każdy z nas widzi się w swoich marzeniach w takim właśnie pałacu, w małej urokliwej miejscowości obok ukochanej osoby, dzieci, wnuków...
W 1906 roku Joanna postanowiła podzielić swój majątek na pięć części. Po jednej dla każdego z dzieci i wnuków. Zmarła 21 czerwca 1910 roku w swojej ukochanej rezydencji w Kopicach. Pochowano ją w mauzoleum rodzinnym obok miejscowego kościoła. Do 1945 r. zespołem pałacowo - parkowym zarządzali potomkowie Joanny i Hansa. Nawet II Wojna Światowa obeszła się z nim łaskawie ... jeszcze w latach pięćdziesiątych pałac stał cały i piękny...W roku 1958 pałac splądrowano, a dla zatarcia śladów podpalono.

Dzisiaj "pałac na wodzie" obraca się w ruinę. Zniszczony, splądrowany. Kolejni właściciele wiele obiecują, ale żaden z nich obietnic nie dotrzymuje. Kiedy stoi się w pobliżu pałacu czuje się atmosferę minionych lat. Moja dusza dostrzega dawne szczęście mieszkającej tam rodziny, uśmiechniętej Joanny, dostojnego Hansa i rozbawionych dzieci...
Jaka ogromna szkoda, że takie miejsca popadają w ruinę, są rozkradane, niszczone przez wandali. Nie tylko wandali, wystarczy uważnie przyjrzeć się ozdobom w ogrodach miejscowych ludzi... 

Mocno wierzę jednak w to, że znajdzie się jeszcze ktoś, kto całym sercem poczuje atmosferę płynącą z tego miejsca i stając się właścicielem pałacu na wodzie przywróci mu jego dawną świetność..." Byłabym zaszczycona, gdyby dane mi było stanąć w jego murach.

Nie wiem czy i Was ta historia choć troszkę urzekła, ale ja powracam do niej myślami niezwykle często i za każdym razem dopisuje do niej moje - szczęśliwe zakończenie... :)



Poniższe zdjęcia wykonałam sama podczas ostatniej wizyty w Kopicach.

 

 


Zdjęcie znalezione w internecie na stronie www.sokoliszlak.pl


Zdjęcia pałacu na wodzie z czasów jego świetności









Może znacie takie miejsca jak pałac w Kopicach. Miejsca z duszą i ciekawą historią... Napiszcie, chętnie tam zawitam :-)






poniedziałek, 22 czerwca 2015

Co zabrać do szpitala

Wpis ten był w mojej głowie jeszcze kiedy nasza panienka była w moim brzuchu. Przeczytałam tysiące porad co jest potrzebne w szpitalu mamie i dzidziusiowi. Niektóre już wtedy wydawały mi się absurdalne, niektórych w ogóle nie brałam pod uwagę, a inne jak najbardziej okazały się przydatne. Teraz, kiedy sama jestem już " po "mogę ułożyć własną listę rzeczy niezbędnych, tych, które naprawdę nam się przydały.
Dodam, iż panienka przyszła na świat przez cc.

DLA MAMY:
  • woda, woda i jeszcze raz woda ( niegazowana oczywiście ) najlepiej w małych butelkach z dziubkiem docenimy to po cc.
  • biszkopty, przydatne podczas diety lekkostrawnej. 
  • jeżeli któraś z Was nie lubi zupek mlecznych to koniecznie kaszka dla dzieci. W drugiej dobie po cc podają tylko zupki mleczne, alternatywą dla nich jest właśnie kaszka. Ja skorzystałam z kaszek mleczny start z biedronki :-) 
  • koszule nocne co najmniej dwie. 
  • wygodne kapcie
  • skarpety ( po operacji jest bardzo zimno w stopy )
  • klapki pod prysznic
  • szlafrok
  • podpaski poporodowe
  • majteczki jednorazowe - kilka sztuk
  • podkłady higieniczne na łóżko szpitalne
  • przybory kosmetyczne - wymieniać nie będę, wszystko, co uważamy za niezbędne, co zabieramy na wyjazdy 
  • ręczniki - jeden kąpielowy, dwa mniejsze
  • książka
  • telefon, aparat fotograficzny
DLA DZIDZIUSIA:

  • ubranka, u mnie sprawdziły się body i śpioszki chociaż w moim szpitalu swoich ubranek nie trzeba było mieć
  • rękawiczki niedrapki
  • pieluszki tetrowe - 2-3 sztuki
  • pieluszki flanelowe - 3-4 sztuki ( potrzebne np. na przewijak )
  • rożek ( niestety zawinięcie dzieciątka pieluszką tak, jak to robią położne jeszcze nigdy mi nie wyszło )
  • pampersy -miałam cała paczkę - 48 szt new born
  • chusteczki nawilżone
DOKUMENTY:

  • dowód osobisty
  • karta NFZ ( jeżeli w Waszym województwie taka funkcjonuje ) 
  • karta ciąży oraz ostatnie wyniki badań
  • wynik z grupą krwi ( oryginał ) 

No i to wszystko , co faktycznie w szpitalu się przydało :-) 



piątek, 19 czerwca 2015

Cesarskie cięcie

Panienka na świat przyszła przez cesarskie cięcie. Co ważne, o tym cesarskim cięciu wiedziałam już sporo czasu przed porodem. Dla części matek temat dość drażliwy, dla pozostałych sprawa naturalna. Wokół tego tematu toczy się zawzięta dyskusja pomiędzy zwolenniczkami porodu naturalnego, a tymi, które zdecydowały się na cc. Ja miałam okazje przeżyć oba porody. Z pełną odpowiedzialnością mogę dziś powiedzieć, że wybieram cc. Nie zamierzam opisywać przebiegu mojego porodu naturalnego 9 lat temu i to nie dlatego, że był straszny, przykry, bolesny itp. Nie. Nie był taki. Najgorszy był połóg i tego wspominać nie warto i też nie chcę. Dlatego właśnie wspólnie z panią doktor  i moim nieślubnym zdecydowaliśmy, że panienka przyjdzie na świat przez cc. 
Nie miałam pojęcia co mnie czeka, więc stres był gigantyczny, kiedy wwieźli mnie na salę operacyjną sięgał zenitu!!! Operacja trwała ok godziny, po 10-15 minutach od rozpoczęcia zobaczyłam naszą córeczkę i stres odszedł na rzecz wzruszenia. Płakałam jak bóbr...
Po około dwóch godzinach zaczęło wracać czucie w nogach po znieczuleniu zewnątrzoponowym. Po sześciu godzinach położna pomogła mi wstać z łóżka - nie małe wyzwanie, ale udało się! prysznic i czułam się już ciut lepiej :-) tego dnia wstałam jeszcze raz, aby jak najszybciej wrócić do formy, niezmiernie mocno zależało mi, aby wyjść ze szpitala i wrócić do domu. I tak w piątek panienkę powitaliśmy na świecie, a w poniedziałek byłyśmy już w domku. W niedziele odmówiłam już przyjęcia tabletek przeciwbólowych ( dostawałam paracetamol i ketonal ) chciałam sprawdzić, czy dam rade w miarę sprawnie funkcjonować i jak najbardziej dało się! bolało, ale ból był do wytrzymania. Jeszcze w piątek spróbowałam panienkę przystawić do piersi, może było to troszkę nieudolne, ale próba była :-) 
Po tygodniu odczuwałam juz tylko niewielki dyskomfort, a rana po cięciu goiła się bardzo ładnie. 
Wiem ,że dość chaotyczny ten wpis, ale w głowie tysiące pozytywnych myśli, a nie chce, żeby ktoś pomyślał, że zachęcam do cc.Uważam, że zarówno cc, jak i poród naturalny to dla kobiety niemałe wyzwanie, z którym każda z nas -  MAM ( piękne słowo ) na swój sposób doskonale sobie poradziła.


sobota, 23 maja 2015

Wielki dzień !!!

Nasz WIELKI DZIEŃ wydarzył się 15 maja 2015 r. Piękna data, piękny dzień, piękne wydarzenie... Nasza panienka jest już z nami :-) 

Kilka ważnych danych:

  • urodzona: 15.05.2015
  • godzina: 10:35
  • waga: 3100 kg.
  • wzrost: 56 cm.
  • punkty Apgar: 10
  • Obwód główki : 34
  • Obwód klatki piersiowej: 33
Jest piękna!!! Maleństwo, które wzrusza, raduje, zmienia wszystko i każdego. Jestem gigantycznie dumna, że mam syna i córkę. Mojego panicza i moją panienkę! Mogę krzyczeć i chwalić się każdemu !!! Teraz wiele się zmieni, ale na to właśnie czekaliśmy. 


piątek, 1 maja 2015

Książkowe zaległości

Bardzo lubię czytać, ale przecież nie ja jedna. Z racji tego, że popołudnia mam w miarę wolne, bo w domu nadal mamy wielki remont, a mi niewiele wolno, zamykam się w sypialni i czytam...i tak oto w szpitalu wpadła mi w ręce książka Camilli Lackberg "Księżniczka z lodu".

Akcja książki toczy się w niewielkiej miejscowości w Szwecji, wśród małej, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i oczywiście wszystko o sobie wiedzą ( to tak jak na wsi, gdzie mieszkam ;-) ). W jednym z domów odkryto zwłoki młodej kobiety - Alex. Początkowo wszystko wskazuje, że to samobójstwo, ale okazuje się oczywiście, że niekoniecznie jest to słuszna diagnoza. Prywatne śledztwo w tej sprawie rozpoczyna przyjaciółka Alex z dzieciństwa, pisarka Erika Flack....

Kryminał, thriller ale też i wątek miłosny. Wciągająca i przynosząca sporo niespodzianek podczas czytania. Polecam, ja przeczytała jednym tchem.

Księżniczka z lodu


Kolejna pozycja książkowa, no cóż...pewnie jestem jedną z ostatnich kobiet, która ją dopiero przeczytała. W bibliotece trzeba było się zapisać, żeby wypożyczyć, a rzesze dziewczyn tych młodszych i starszych chciało obejrzeć ekranizacje w kinie jako jedne z pierwszych. "Pięćdziesiąt twarzy Greya", chyba nie warto abym pisała o czym książka opowiada. Losy studentki Anastasi Steel i zabójczo przystojnego miliardera - Pana Greya zna większość z Was. Jakie są moje odczucia? problem w tym, że bardzo trudno mi je określić. Kiedy powiedziałam mojej znajomej, że książka mnie bulwersuje była mocno zaskoczona. Bulwersuje??? zapytała. W pewnym momencie Anastasia mnie denerwowała, później było mi jej żal. Ale kiedy skończyłam czytać od razu chciałam sięgnąć po kolejną część. Powiem tak, z racji, że to światowy bestseller przeczytać trzeba, ale na kolana nie powala.

Fifty shades of Grey


No i może jeszcze jedna pozycja książkowa, która wpadła mi w ręce.
"Amy moja córka" - biografia Amy Winehouse napisana po jej śmierci przez ojca. Wzruszająca, piękna opowieść o życiu młodej, niezwykle utalentowanej i cholernie dobrej dziewczyny. Żal mi takich właśnie ludzi, którzy w swej dobroci zostali pokonani przez świat. Amy - fajna, swojska dziewczyna o niebywałym talencie i ogromnym sercu. Mitch - ojciec Amy bardzo szczerze opisał jej dzieciństwo, początki sławy, a później nieudaną walkę z nałogiem. Amy dołączyła do pośmiertnego klubu 27 - którego członkowie żyli za szybko, umarli zbyt młodo, samotnie, w otoczeniu strzykawek i w oparach alkoholu.

Amy moja córka

"MOIM NAJWIĘKSZYM MARZENIEM jest wielka sława. Marzę, by występować na scenie. To mój życiowy cel. Chcę, by ludzie, słysząc mój głos, mogli po prostu… zapomnieć choć na chwilę o swoich troskach" 
12 letnia Amy Winehouse.