Moja lista blogów

czwartek, 22 października 2015

Doświadczenia z dziewięciolatkiem

Ciągle próbujemy wzbudzić w naszym paniczu chęć do działania. Bardzo zależy nam na tym, aby jego zainteresowania nie kończyły się na playstation, tablecie, tv itd. Nie zawsze oczywiście mamy czas, a przede wszystkim też chęć, aby zapełniać mu czas ciekawymi zajęciami. Jest początkującym piłkarzem, w naszym wiejskim klubie sportowym LKS jest naprawdę świetnym obrońcą, choć marzy o zostaniu napastnikiem, jak zapewne niejeden mały piłkarz. No cóż, sława Lewandowskiego działa na wyobraźnię dzieci ;-). W ostatnich dniach, jako czwartoklasista mógł zaangażować się w wykonanie doświadczeń, które należy przeprowadzić samodzielnie w domu. Nie trzeba go było namawiać, wizja szósteczki w dzienniku działa cuda...
Zaczęliśmy od doświadczenia, które chyba każdy z nas miał okazje przeprowadzać, mi przypomniały się fantastyczne szkolne czasy! Tak na marginesie, w tej samej szkole co mój panicz :-)

HODOWLA FASOLI :-)

Potrzebujemy:
  • 3 nasiona fasoli ( my użyliśmy fasoli "Jaś" ponieważ jest duża i łatwiej będzie obserwować zachodzące zmiany )
  • słoik 
  •  podstawka, lub miseczka pod słoik
  • gaza 
  • gumka recepturka 
POTRZEBNE DO HODOWLI MATERIAŁY

Przygotowanie hodowli:


Gazę składamy dwu lub trzykrotnie ( my użyliśmy trzech kawałków gazików jałowych, bo takie akurat mieliśmy ), naciągamy na słoik i mocujemy gumeczką. Gazę wciskamy trochę do środka słoika tak, aby powstał dołek, w którym umieszczamy nasiona.  Do słoika wlewamy wodę tak, aby nasiona były stale wilgotne. Gaza nasiąka wodą, która spływa po ściankach słoika, stąd konieczna podstawka. Wodę w słoiku należy uzupełniać, aby zapewnić fasolce stałą wilgotność, ale to już zadanie dla dziewięciolatka. Co z tego wyjdzie, a raczej wyrośnie :) zobaczymy. Z przyjemnością pokażę Wam dzienniczek obserwacji mojego małego hodowcy. 



 
PRAWIDŁOWO PRZYGOTOWANA HODOWLA


Czy myślicie, że takie proste formy skłaniające nasze pociechy do działania są przydatne, fajne, zbliżają nas do siebie? Napiszcie coś o Waszych pomysłach na spędzanie czasu ze skarbami, chętnie z nich skorzystam.


wtorek, 20 października 2015

U nas pierrrrogowo :)

I tak oto kochani nadszedł TEN DZIEŃ, w którym po raz pierwszy sama zrobiłam pierogi! 90 sztuk dokładnie! Nie wiem czy przypadkiem nie powinno mi być wstyd, że dopiero teraz, ale nie jest...wręcz przeciwnie! jestem DUMNA :) No i dostrzegam kolejne plusy bycia w domu. Wreszcie mam czas. Czas na zwykłe domowe czynności, które zaczynają cieszyć, a nie jak dawniej były tylko niemiłym obowiązkiem wykonywanym w biegu i nerwach. Ktoś mógłby mi teraz powiedzieć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia... owszem, ale ten mój obecny punkt siedzenia zaczyna mi bardzo pasować, zaczyna mi sprawiać przyjemność. Bezcenne jest oczywiście spędzanie czasu z dziećmi, niezastąpione jest to, że sama mogę wychować panienkę, że nie muszę jej podrzucać do babci, cioci, niani itd. Ale ważne jest też to, że mogę tak po prostu być fajną mamą, prawie żoną i wreszcie dobrą gospodynią domową! Tak kochani, to mnie właśnie cieszy! Bycie przysłowiową "kurą domową" okazało się naprawdę niezłą frajdą!!! 

Wracam jeszcze na chwilkę do pierogów i podaje szybciutki przepis...

Moje pierwsze pierogi z pewnością nie są jeszcze idealne, wiadomo, trzeba dojść do wprawy, ale jak to mówi nasz panicz liczą się chęci.

Ciasto, to tylko:
  • mąka pszenna ( 3 szklanki ),
  • szklanka wrzącej wody
  • odrobina soli. 
Zagniatamy i gotowe! Pamiętajmy, że woda powinna być bardzo gorąca ponieważ musi sparzyć mąkę, tylko wtedy ciasto wyjdzie nam elastyczne. 
U nas dzisiaj z farszem mięsnym, gdyż taki moi chłopcy lubią najbardziej. Farsz zrobiłam z łopatki wieprzowej, którą najpierw podsmażyłam z cebulką i czosnkiem, później zmieliłam, dodałam jedno jajko, doprawiłam i gotowe.

Poniżej moje dzieło ;-) 
Pamiętajcie, że to mój pierwszy raz ;-)





Smacznego A.


wtorek, 13 października 2015

Książkowo po raz kolejny

No nie mogę się powstrzymać i muszę napisać Wam o książkach, które ostatnio przeczytałam. Zawładnęły mną całkowicie i na czytanie wykorzystywałam każde wolne pięć minut.
O czym mowa? Trylogia Millenium - Stieg Larsson

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
"Dziewczyna, która igrała z ogniem"
"Zamek z piasku, który runął"



Bezczelnie dobre powieści kryminalne!!! Steig Larsson szwedzki pisarz, niestety już nieżyjący, stworzył istne arcydzieło, obok którego nie da się przejść obojętnie. Trzymają w napięciu, żyje się pomysłami, problemami i przygodami bohaterów.  Zagadki, tajemnice, przemoc - z tym przychodzi zmierzyć się bohaterom: Lisbeth i Mikaelowi. Pokochałam ich od pierwszych stron książek. Nie ma nudnych rozdziałów, w każdym toczy się wartka akcja. Do końca nie wiadomo jak zakończą się losy postaci i to mnie fascynuje. To zaskoczenie, które towarzyszy każdej stronie powieści. 

Przeczytajcie, podzielcie się opinią. Czy tak jak mnie książki Was zachwycą? Czy może uznacie je za nudną fikcje?
Czekam na Wasze komentarze jestem ich niezmiernie ciekawa!







poniedziałek, 12 października 2015

Powrót do pracy

Wiele razy słyszałam o problemach kobiet, które po urlopie macierzyńskim nie mały możliwości powrotu do pracy, którą wykonywały przed zajściem w ciąże. 
Słyszałam, czytałam, ale nie przywiązywałam do tego większej uwagi. Do czasu, do dzisiaj, kiedy sama zderzyłam się z tym problemem. Celowo używam słowa ZDERZYŁAM, ponieważ zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Nasza panienka w listopadzie skończy pół roku, ja miałam wrócić do pracy, a mój nieślubny kontynuować opiekę nad dzieckiem. Wielkie zdziwienie mnie ogarnęło, kiedy w pracy otrzymałam informację, iż nie ma teraz warunków finansowych w firmie abym mogła powrócić na swoje dawne miejsce...
Cóż za bzdura??? - pomyślałam gniewnie!
Nie ma warunków finansowych??? - emocje dorastały zenitu!
Zatrzęsłam się z nerwów owszem ale najbardziej z żalu i to nie dlatego, że nie mam pracy, ale że takie tandetne kłamstewko ze strony szefowej. Nie lepiej szczera, otwarta rozmowa? tylko zdawkowe telefoniczne ..."wiesz nie mam kasy na pracownika..." 
Wciąż na nowo o tym rozmyślam, analizuje, zastanawiam się co dalej i pomalutku dochodzę do wniosku, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!!! Prawda?
Mam dwoje wspaniałych dzieci, którym w końcu będę mogła poświęcić swój czas. Tyle czasu, ile każde z nich potrzebuje. Panienka, która dopiero poznaje świat i nasz panicz, który jako czwartoklasista stawia czoło nowej rzeczywistości w szkole. Mam kochającego nieślubnego, który od razu powiedział nie martw się, damy radę.
A praca? no cóż zobaczymy jak się życie ułoży. Póki co mam jeszcze pół roku macierzyńskiego i zamierzam go pożytecznie i w z pełną parą wykorzystać!!! ;)

A jak było/jest u Was? Wracacie do pracy? Zostajecie w domu?