Moja lista blogów

wtorek, 19 stycznia 2016

Lepszy i gorszy sort

Zaraz z początkiem roku postanowiłam rozprawić się z tematem, który od dawna mnie nurtuje, a raczej mówiąc dosadnie wkurza. Nie jest tajemnicą, że jestem kobietą po rozwodzie, że z małżeństwa mam naszego panicza. Nie jest też tajemnicą, że z moim kochanym nieślubnym nie wzięłam ślubu, że nasz związek nie jest zalegalizowany, żyjemy jako partnerzy i co najważniejsze rzeczywiście nimi jesteśmy. Żaden z tych faktów nie wywołuje wstydliwego rumieńca na mej twarzy. Przeciwnie. Jestem dumna, że odważyłam się zamknąć rozdział, który był nie do ogarnięcia, zły, toksyczny, wyniszczający, destrukcyjny .......ojj długo by wymieniać. A w tym wszystkim nie chodziło tylko o mnie, ale przede wszystkim o moje dziecko. Wybrałam jedyną możliwą drogę, którą była ucieczka. 

A teraz? A teraz jestem mega dumna z mojej Rodziny. Mimo wielu łez, przeciwności, budowania wszystkiego ( czyt. zaufania ) od początku udało się. Jesteśmy normalną Rodzinką, o której zawsze marzyłam. I nieważne, że nie mam obrączki na palcu, że mam panieńskie nazwisko, że nie jestem żoną. To nic, bo jestem partnerem. Partnerem w codziennych czynnościach, partnerem w wychowaniu naszych dzieci, partnerem w rozmowach, partnerem w łóżku. I kocham ten stan!!!

Ale co się okazuje? z czym chce się rozprawić? Posłuchajcie ( czytajcie rzecz jasna ;-) )
Jestem katoliczką, wychowuje moje dzieci w  wierze chrześcijańskiej. Uczę ich co jest dobre, a co złe. Przypominam o wieczornym podziękowaniu za to, co nas spotkało w mijającym dniu. Pokazuję jak piękny świat nas otacza, uczę kochać ludzi. Podstawy, wiem, ale chcę i zależy mi na tym, aby moje dzieci pewne wartości miały w sercu. Życie samo zweryfikuje jakiego wyboru kiedyś dokonają.

Pierwszy zawód spotkał mnie, kiedy zdecydowaliśmy się na Chrzest Święty naszej panienki. Chrzty w naszej parafii odbywają się w każdą drugą niedzielę miesiąca więc udaliśmy się do kancelarii szanownego proboszcza, zabraliśmy dokumenty, wybraliśmy chrzestnych. I co? Okazało się, że absolutnie podczas mszy nasze dziecko nie może być ochrzczone. Powód? nie jesteśmy małżeństwem. Możemy wybrać każdy inny dzień i po mszy ksiądz udzieli panience chrztu. No cóż, smutne, ale przyjęliśmy to z godnością czasem ambicje trzeba schować do kieszeni. 

Drugi zawód spotkał mnie w pierwszy dzień Nowego Roku. Szanowny proboszcz w ogłoszeniach podsumował miniony rok. Brzmiało to mniej więcej tak:
Zmarłych - tyle
Ślubów - tyle
Chrztów  - tyle
Chrztów dzieci nieślubnych - 7
Wybaczcie, ale tylko ta jedna cyfra utkwiła mi w pamięci. 
I tak dzieci u mnie na wsi zostały podzielone, na te ślubne ( czyt. lepsze ) i nieślubne.

Trzeci zawód to sprawa przychodzenia z małymi dziećmi do kościoła. Otóż w mojej wsi nie wolno! Dzieci zakłócają, przeszkadzają podczas mszy według słów szanownego proboszcza. Rodzice z dzieckiem, które nie daj Boże wydaje jakieś dźwięki z siebie są wypraszani, słowami wypowiedzianymi oczywiście z ambony. Miło nieprawdaż?

Czwarty zawód, a może powinien być jako pierwszy spotkał mnie kilka lat temu i trwa do dzisiaj. Książeczki obecności na mszach, nabożeństwach itd. Niemalże najważniejszy dokument każdego szkolnego dziecka. Sprawdzany i oceniany przez szanownego proboszcza. Po każdym roku szkolnym obecności skrzętnie wpisane w parafialne statystyki. Mnie, jako dziecko nie musiał nikt zmuszać do obecności w kościele. Chciałam i to było bezcenne. Dziś obecność dla podpisu jest oszustwem, ale co tam statystyki rosną, choć nie zaraz zaraz, jak dla mnie zdecydowanie maleją szanowny proboszczu.

Piąty zawód, po którym obiecałam sobie,że o tym, co mnie boli szanowny proboszcz usłyszy, spotkał mnie kilka dni temu, kiedy jedna z wiejskich dewot w sklepowej kolejce poinformowała mnie, iż jej wnuczki ( bliźniaczki ) ochrzczone zostały bez najmniejszego problemu mimo, iż są nieślubne ( jak to się potocznie określa ).

Zwykle mam w d. co mówią o mnie ludzie. Żyje swoim życiem, nie mam się czego wstydzić, więc wszelką uszczypliwość ignoruję. Ale tym razem serce mnie zabolało bo sprawa tyczy się mojego dziecka. 

Czy tak właśnie powinno być? Czy moje dziecko jest w czymś gorsze? NIE
Ale najwidoczniej tak właśnie w parafii, do której przyszło nam należeć, jest. Są równi i równiejsi, lepsi i gorsi. Lepszy sort i gorszy - popularne ostatnio stwierdzenie. 

Ala ja, proszę szanownego proboszcza, się na to nie godzę! Każde dziecko białe, czarne, zdrowe, chore, ślubne czy nie jest DAREM. Najcenniejszym. Nie jest człowiekiem godnym szacunku ten, co uważa inaczej. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz